Wyznania dla spadkobierców

31.07.2008

Nie tylko poczta elektroniczna jest kłopotliwą sprawą dla spadkobierców, którzy po śmierci zyskują dostęp do cyfrowych zasobów swego bliskiego. Trudna jest też sprawa z blogami.

Blogi są często zapiskami bardzo osobistymi, krytycznymi wobec współpracowników, członków rodziny, samego siebie. Wiele jest anonimowych, ukrywając dla większości ich czytelników nie tylko imię i nazwisko, ale szczegóły pozwalające ich zidentyfikować – nazwę firmy, w której pracują, imiona znajomych.

Wydają się być bardzo daleko od umieszczania ich w testamencie. Ich autorzy nie chcą by zobaczył je ktoś z pracy, nie chcą, by zobaczyl je ktoś bliski. A czy chcą by przetrwały ich śmierć?

Pamiętniki i autobiografie są bardzo cennym źródłem dla historyków, interesują też zwykłych ludzi. Poznają oni nie tylko zdarzenia z życia ich autorów, ale także świat im współczesny. Podobnie jest z blogami; wzbogacają je jeszcze komentarze czytelników.

Czasem w testamencie zapisana jest prośba o zniszczenie osobistych papierów, notatek, niedokończonych dzieł. Czy znajdzie się też tam prośba o skasowanie bloga? Czy znajdą się tacy spadkobiercy, którzy nie będą jej respektować, ocalając internetowe świadectwo naszych czasów?

O śmierci i stronach w Internecie także w Co po śmierci.


Co po śmierci?

30.07.2008

Coraz więcej z naszego życia odbywa się w rzeczywistości wirtualnej, w Internecie. Pojawia się więc nieuchronnie problem, co stanie się ze zgromadzonymi w Internecie informacjami po śmierci ich właściciela.

“…im więcej naszego życia przenosi się do cyberprzestrzeni, umieszczane daleko od naszych domów, zaczynamy zastanawiać się, jak zadysponować tymi strzępkami informacji” – mówi Jonathan Zittrain, profesor w Berkman Center for Internet & Society na amerykańskiej uczelni Harvard Law School.

Listy w skrzynkach pocztowych umieszczonych na portalach, galerie zdjęć, strony internetowe, blogi… dostęp do nich ma ich właściciel, legitymujący się nazwą użytkownika i hasłem. Jak ma postąpić dostawca usługi, gdy ów właściciel umrze, nie pozostawiając nikomu hasła, a nieraz i instrukcji, jak postąpić ze swoimi cyfrowymi dobrami?

Justin M. Ellsworth, żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej, zginął w listopadzie 2004 roku w Iraku. Jego ojciec toczy walkę z Yahoo o konto pocztowe swego syna, założone na tym portalu. Ojciec chce, by znajdujące się w tej skrzynce listy zostały wydrukowane i umieszczone w albumie. Yahoo twierdzi, że ujawnienie listów naruszyło by prywatność poległego żołnierza i tych, z którymi korespondował. “Zapewniamy każdą osobę, która ma u nas konto pocztowe, że będziemy traktować zawartość ich listów jako poufną” – mówi Mary Osako z Yahoo. Czy sprawa ta rozstrzygnie się w sądzie?

Inni usługodawcy kont pocztowych starają się wyjść naprzeciw prośbom bliskich o dostęp do kont pocztowych ich zmarłych krewnych czy małżonków. Nie zawsze jednak może to być dobre rozwiązanie.

“Ludzie mogą zdecydować, że pewne sprawy powinny być trzymane w tajemnicy przed członkami rodziny dla ich dobra” – mówi Peter Sire, profesor prawa z Ohio State University. “Mogą znać tajemnice członków rodziny, które im powierzono: siostra miała aborcję, ojciec był już raz ożeniony…”

Konieczne więc się wydaje pytanie użytkowników Internetu zakładających konta pocztowe, czy i komu mają być ujawniane listy ze skrzynki po śmierci ich właściciela.

Dziesiątki lat prawnych doświadczeń dotyczą dysponowania fizycznymi dobrami w sytuacji, gdy nie ma testamentu. Inaczej jest z dobrami rozproszonymi w Internecie. Najprostszym rozwiązaniem jest pozostawienie swym bliskim hasła i innych danych pozwalających na dostęp do owych usług. W przeciwnym przypadku krewni zmarłego i usługodawca muszą dojść do pewnego kompromisu, niełatwego dla obu stron.

Źródło: AP, Digital inheritance raises legal questions, CNN.com, 24 grudnia 2004.

O tym także: Marta Klimowicz Życie po śmierci w sieci.

O śmierci i stronach w Internecie także w Wyznania dla spadkobierców.


Cuil znaczy wiedza

29.07.2008

W lipcu 2008 roku pojawia się w Internecie nowa usługa wyszukiwawcza – Cuil, ogłaszana jako nowe podejście do wyszukiwania połączone z największym zasobem zindeksowanych stron. “120 miliardów stron, trzy raz więcej niż jakakolwiek inny mechanizm wyszukiwawczy”, ogłaszają jej twórcy.

Cuil pokazuje wyniki opierając się na treści strony, a nie jej popularności, jak to robi Google. Układa wyniki w grupy i prezentuje w kategoriach. W wynikach pokazywany jest nie tylko tekst, ale i grafika, pochodząca z danej strony.

“Internet ciągle rozwija się w fantastycznym tempie i inne usługi wyszukiwawcze nie potrafią mu dotrzymać kroku”, mówi Tom Costello, jeden z założycieli i dyrektor wykonawczy (CEO) Cuil. “Nasze przełomowe odkrycia w technologii wyszukiwawczej pozwalają zindeksować większą część Internetu, sprawiając, że cała World Wide Web znajdzie się w zasięgu każdego jej użytkownika”.

Firma Cuil jest kierowana przez małżeństwo – Toma Costello i Annę Patterson. Patterson jest byłym pracownikiem Google, podobnie jak inny członek zespołu – Russell Power. Inni pracowali między innymi w IBM, eBay, AltaVista, Stanford University, Internet Archive. Nazwa pochodzi od słowa “wiedza” w języku gaelickim (Tom Costello pochodzi z Irlandii).

Cuil nęci jednocześnie ilością i jakością, jakby nie wierząc że sama zmiana algorytmu prezentowania wyników – w stosunku do Google – by wystarczyła. Dodatkowym haczykiem na użytkowników jest to, że Cuil nie potrzebuje zbierać danych o użytkownikach i o tym co wyszukują – za co krytykowany jest Google.

Odpowiedzi z Cuil są niestety strasznie zaśmiecone wynikami wyszukiwarek, zawartością rozmaitych pamięci ciche, a obrazki nie zawsze są odpowiednie i pochodzące z danej strony.

Nie jest to pierwsza próba zdetronizowania Google, ale do tej pory żadna nie była udana. Ale przed Google był HotBot, przed HotBotem była AltaVista. Jest ciągle wiele rzeczy, które by można usprawnić i ulepszyć w wyszukiwaniu.

Źródło: Cuil Launches Biggest Search Engine on the Web, Cuil, 28 lipca 2008.