Nie tylko poczta elektroniczna jest kłopotliwą sprawą dla spadkobierców, którzy po śmierci zyskują dostęp do cyfrowych zasobów swego bliskiego. Trudna jest też sprawa z blogami.
Blogi są często zapiskami bardzo osobistymi, krytycznymi wobec współpracowników, członków rodziny, samego siebie. Wiele jest anonimowych, ukrywając dla większości ich czytelników nie tylko imię i nazwisko, ale szczegóły pozwalające ich zidentyfikować – nazwę firmy, w której pracują, imiona znajomych.
Wydają się być bardzo daleko od umieszczania ich w testamencie. Ich autorzy nie chcą by zobaczył je ktoś z pracy, nie chcą, by zobaczyl je ktoś bliski. A czy chcą by przetrwały ich śmierć?
Pamiętniki i autobiografie są bardzo cennym źródłem dla historyków, interesują też zwykłych ludzi. Poznają oni nie tylko zdarzenia z życia ich autorów, ale także świat im współczesny. Podobnie jest z blogami; wzbogacają je jeszcze komentarze czytelników.
Czasem w testamencie zapisana jest prośba o zniszczenie osobistych papierów, notatek, niedokończonych dzieł. Czy znajdzie się też tam prośba o skasowanie bloga? Czy znajdą się tacy spadkobiercy, którzy nie będą jej respektować, ocalając internetowe świadectwo naszych czasów?
O śmierci i stronach w Internecie także w Co po śmierci.
Wlasnie jesli chodzi o anonimowe, przynajmniej do pewnego stopnia, blogi, nie wspomniales o jednej istotnej moim zdaniem rzeczy. mianowicie, istotą testamentu internetowego, dawania hasel dostepu do wykonania jakiegos ruchu na blogu po smierci autora, jest informacja o tym fakcie czytelnikow, z ktorymi autor nie wymienil sie blizszymi danymi kontaktowymi typu tel. itp. A zdarza sie przeciez ze ktos regularnie czyta czyjegos bloga, nie ujawniając sie w komentarzach. I tego typu osoby warto by poinformowac, dlaczego blog nie bedzie juz kontynuowany, np w formie czegos na ksztalt nekrologu.
To wlasnie zadanie dla bliskich autora, po to hasla itp. Oczywiscie mozna zalozyc ze czytelnicy po prostu przejda nad faktem braku aktualizacji bloga do porzadku dziennego i przeniosa sie gdzie indziej, jednak mysle, ze dla samego zakonczenia blogowej historii rodzaj nekrologu moglby byc dobrym posunieciem.
Ale nie każdy chce ujawniać swojego bloga najbliższym. myślę, że te sprawę trzeba zostawić naturalnemu biegowi. każdy sam zdecyduje, czy czytelnik może dowiedzieć się o jego śmierci za pośrednictwem najbliższych. interesujące dla stałych czytelników może być śledztwo w sprawie zniknięcia blogera z sieci, braku kolejnych wpisów. no, ale to już taka dywagacja na marginesie.
Jest coś jeszcze – zaniedbane, po śmierci autora blogi, działają jeszcze przez jakiś czas w sieci. może się zdarzyć, że zawarte w nich treści zostaną splagiatowane na przykład. potem blog znika, nie ma sprawy, a ktoś nieuczciwy wykorzystuje przemyślenia, zdjęcia itp. zmarłej osoby… a może nazbyt rozbujałem wyobraźnię…
[...] O śmierci i stronach w Internecie także w Wyznania dla spadkobierców. [...]
Ja po śmierci zamierzam kontynuovać pisanie bloga :]