162 miliony domen

31.08.2008

Liczba domen zarejestrowanych w pierwszym kwartale 2008 roku wzrosła o 6 procent i wyniosła 162 miliony, podała Firma VeriSign.

Wzrasta bardzo szybko liczba domen narodowych. Jest ich obecnie 63 miliony. To 33 procent więcej niż w pierwszym kwartale 2007 roku. Najwięcej rejestracji notują: Polska (.pl), Chiny (.cn), Hiszpania (.es), Rosja (.ru) i Francja (.fr).

Verisign typuje Indie jako kraj, w którym wzrost rejestracji domen będzie najszybszy. Obecnie mieszka tam 41 milionów użytkowników internetu (co daje im ósme miejsce w światowym rankingu) i jest to zaledwie 4 procent populacji kraju.

Pod koniec pierwszego kwartału 2008 roku zanotowano w Indiach 1.2 miliona rejestracji domen. To daje 46 procentowy wzrost w porównaniu z 2007 rokiem oraz 12 procentowy w porównaniu do poprzedniego kwartału. Domen .com i .net jest tam 685.000, a domen .in – 410.000.

Źródło: Raport ze świata domen, Domeny.pl, 19 czerwca 2008, za: DNJournal.com.


Wiarygodność anonimów

30.08.2008

Zarejestrowano pierwszy spam; nie wiem, czy zarejestrowano pierwszego anonima, ale… Problem anonimów i ich działań w Internecie jest zapewne niewiele młodszy niż sam Internet. Pojawienie się anonimów wydaje się nieuchronnym efektem ubocznym umasowienia Internetu.

PionekAnonimowi adwesarze pojawiają się w dyskusjach internetowych, w komentarzach, na całych blogach. Zaczynają być plaga serwisów społecznościowych, nawet tych, których regulamin tego zabrania.

Bycie anonimowym wiąże się z byciem nieuchwytnym. A więc – bezkarnym, ponad nami. Można tak sobie myślec. To, jak jest to złudne, przekonują się niektórzy występujacy pod enigmatycznym nickiem. Wtedy, gdy ich ostre bezkompromisowe wypowiedzi prowokują tych, co grają jestrze ostrzej, do próby zidentyfikowania ich… niekoniecznie by zdobyć autograf.

Istnieje wiele argumentów, które są obroną anonimów, naczęściej przez samych anonimów przywoływanych. Najcięższym wydaje się to, że nieujawniając swego nazwiska nie powiedzieliby przecież tego, co mówią anonimowo. Te działa łatwo obrócić przeciwko nim.

Bo wypowiedzi anonimów – wierzących w swą bezkarność – są ostre, często pełne kontrowersyjnych sądów, krytyczne. Atakujące świętości. Nierzadko zawierające rzeczy niesamowite, których nie sposób sprawdzić. Jątrzace.

W Internecie komputery podłączone do niego są identyfikowane po numerze IP. W realnym świecie ludzi identyfikuje nazwisko i imię. I z identyfikacją przychodzi odpowiedzialność.

Najśmieszniejsze jest, że anonimowi sława przynosi i tak odpowiedzialność za swoją sieciową tożsamość. Wtedy pozostaje wyjście: zmienić nicka czy…

Nie podoba mi się ukrywanie pod anonimowym nickiem – jako idea. Szczególnie w poważnych dyskusjach – o polityce, religii, obyczajach… nie wspomne już o budowaniu mostów. Tam gdzie jest wiele kontrowersji, wiele wykluczających się wręcz punktów widzenia. Takie dyskusje nieuchronnie przeradzają się w osobiste starcia; bo zasób argumentów można wyczerpać, ale epitetów i wulgaryzmów – nigdy.

Ale prawdopodobnie anonim w Internecie to problem równie nieuchronny jak huragan. Można mówić wiele na jego temat, ale on ciągle istnieje i rozwija się. Niestety.


Eisenhower i ścieżka

29.08.2008

Internet i zachowania jego użytkowników są dość nieprzewidywalne. W tworzeniu serwisu informacyjnego nie wszystko da się zaplanować przed jego uruchomieniem, pewne jego elementy muszą rozwijać się swobodnie, w zależności od potrzeb i przyzwyczajeń jego odbiorców.

Mist

Gdy generał Dwight D. Eisenhower był rektorem Columbia University w Nowym Jorku, pracownicy uczelni zwrócili się do niego z prośbą o rozwiązanie pewnego problemu. Poprosili go, czy nie mógłby wykorzystać swojej władzy do tego, by studenci przestali chodzić przez główny trawnik miasteczka uniwersyteckiego. „A dlaczego tamtędy chodzą?” – spytał Eisenhower. „Ponieważ jest to najkrótsza droga od bramy wjazdowej do głównego budynku” – odpowiedziano mu. „Jeśli tak” – odparł rektor – „to trzeba tam wybrukować ścieżkę”. I problem został rozwiązany.

Serwis internetowy może rozwijać się podobnie: wystarczy oddać do dyspozycji użytkowników pewien zestaw informacji, obserwować jak go wykorzystują, po czym poprawiać i uzupełniać te części, które tego wymagają.

Źródło: Charles Handy, Wiek przezwyciężonego rozumu, Business Press, Warszawa 1998.


Niewygodne komentarze

28.08.2008

Do papierowych gazet pisze się listy do redakcji. Niektóre z nich redakcja publikuje, kierując się sobie tylko znanym kluczem, a ponieważ ani oryginalny zasób listów ani klucz nie są znane, to niewiele można jej zarzucić.

Z komentarzami w Internecie – to inna sprawa. Pojawiają się pod notkami na blogach, pod wiadomościami na portalach i w internetowych wydaniach gazet. Czasem jest ich tylko kilka, czasem – setki, co w pewien sposób świadczy o popularności danego artykułu (lub jego kontrowersyjności). Nawiązują do siebie; wywiązują się zażarte nierzadko i długie dyskusje. Wiele z nich, a właściwie większość, pisana jest przez anonimowych autorów.

Komentarze – zarówno te na blogach jak i w portalach – podzielić można na trzy kategorie:

  1. Wskazujące na błędy w artykule czy na możliwość uzupełnienia go o nowe fakty.
  2. Komentujące artykuł i wyrażające własne poglądy, często luźno związane z danym tekstem.
  3. Osobiste ataki na autora artykułu.

Pierwsza kategoria komentarzy jest ważna merytorycznie, zwłaszcza w blogach, które nie mają za sobą zaplecza redakcyjnego. Chwała komentującym za takie uwagi; nawet jak nie mają racji, to mają dobre intencje. Oczywiście od autora notki wymaga to dodatkowego trudu sprawdzenia poprawki i umieszczenia jej w tekście.

Druga kategoria komentarzy nieuchronnie w przypadku polityki przeradza się w dyskusję polityczno-personalną (jej odpowiednikiem w IT są dyskusje o wyższości Linuxa nad Windows czy Firefoxa nad Internet Explorerem).

Komentarze z trzeciej kategorii bolą najbardziej autora; są też z reguły na bardzo niskim poziomie, pełne inwektywów i wulgaryzmów. Niestety wycieczki osobiste to dość częsty element w polskich dyskusjach, nie tylko internetowych.

Wielu autorów blogów, a i dziennikarze publikujący swe artykuły w Internecie zastanawiają się, jak poradzić sobie z komentarzami. Choć publikacje w Internecie mają mniej czytelników niż papierowy dziennik, to z drugiej strony dłużej są dostępne: nawet po latach można będzie odnaleźć krzywdzący komentarz.

Komentarze z pierwszej kategorii warto sprawdzić – ich autorzy mogą mieć rację. Z drugiej – można przeczytać, zapoznać się z pewnymi opiniami. Z trzeciej – pominąć, choć…

Istnieje bardzo ciekawy problem, jakie komentarze powinno się na własnym blogu kasować… otóż właśnie owe osobiste ataki doskonale się do tego nadają.

Wiele blogów ma możliwość wstępnej moderacji komentarzy, zatwierdzania ich przed pojawieniem się pod notką. Wraca się tu do sytuacji listów do redakcji i redaktorów wybierających z ich stosu te… wygodne, odpowiednie, obiektywne? Tego nikt nie wie. Moderacja jednak powoduje nieuchronne opóźnienia; dyskusja w komentarzach nie jest tak żywa, a często temat wywołuje liczne reakcji dosłownie danego dnia.

Czy i kiedy prosić autora innego bloga o kasowanie znajdujących się tam obraźliwych komentarzy pod swoim adresem? Czy odpowiadać na nie w kolejnych komentarzach? Czy może zignorować zupełnie? Prawdopodobnie nie ma na te pytania jednej, dobrej odpowiedzi.


Ukryte i nieprawdziwe

27.08.2008

Co drugi internauta wykorzystuje sieć do zawierania nowych znajomości. Większość z nich jest dość ostrożna przy ujawnianiu prawdziwych danych personalnych oraz swego wizerunku, szczególnie przy pierwszym kontakcie.

Chociaż aż 89 procent spośród nich ujawniło przynajmniej jedną ze swych danych osobistych, to jedynie 6 procent było tak nieostrożnych, że ujawniło je wszystkie – wynika z badania profesora Z. Izdebskiego Seks w Internecie, zrealizowanego przez TNS OBOP na zlecenie firmy Schering Polska.

Najwięcej, bo aż 70 procent nigdy nie podało swojego adresu zamieszkania, równie wiele (64 procent) nigdy nie podało numeru swojego telefonu stacjonarnego, nie pokazało swojego zdjęcia (62 procent) i nie podało nazwiska (58 procent). Częściej natomiast internauci ujawniają numer swojego telefonu komórkowego (nie ujawniło go 43 procent) i adres e-mailowy (nie podało go 31 procent badanych). Najmniej strzeżoną tajemnicą dla internautów jest imię: nie podało go tylko 14 procent badanych.

Internauci nie tylko ukrywają swoje dane personalne, ale korzystając z anonimowości tego medium często podają dane fałszywe. Najczęściej podając swój wiek – co drugi badany przynajmniej raz w tej sprawie skłamał. Wielu użytkownikom zdarzyło się też „minąć z prawdą” podając miejsce swojego zamieszkania (42 procent), opisując swój wygląd (35 procent), czy choćby tylko opowiadając o swoich zainteresowaniach (29 procent).

Stosunkowo rzadko internauci podają nieprawdziwe informacje odnośnie swojej orientacji seksualnej (11 procent). Nieco częściej nieszczerzy w tej kwestii są mężczyźni (17 procent wobec 9 procent wśród kobiet).

Wbrew obiegowej opinii ludzie młodzi (w wieku 15-19 lat) są bardziej skryci i ostrożni, niż ich starsi koledzy i koleżanki: rzadziej ujawniają swoje dane osobom zapoznanym w sieci. Częściej natomiast kłamią, szczególnie odnośnie swego wieku i wizerunku, a także wykształcenia, zainteresowań i miejsca zamieszkania.

Udostępnienie swoich danych nieodpowiednim osobom może wiązać się z nieprzyjemnościami bądź niebezpiecznymi sytuacjami. Jednak zaledwie 2 procent internautów zawierających nowe znajomości w sieci doświadczyło jakichkolwiek przykrych konsekwencji podania innemu użytkownikowi Internetu swoich danych.

„Niewątpliwie internauci nie dostrzegają istniejących w sieci zagrożeń. Ufni wykorzystują to medium do nawiązywania kontaktów, które często owocują spotkaniem w rzeczywistym świecie”. – komentuje profesor Zbigniew Izdebski. „Jak życie pokazuje, te przykre konsekwencje mogą mieć różny charakter, od nieszkodliwych po zagrażających zdrowiu, a nawet życiu. Dlatego częściej powinniśmy podejmować programy edukacyjne dotyczące potrzeby bezpiecznego korzystania z Internetu”

Badanie Seks w Internecie przeprowadzone zostało w okresie od stycznia do lipca 2004.

Źródło: Incognito w sieci, TNS OBOP, 8 lutego 2005.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.