Wszyscy znamy słowa stanowiące niejako oś akcji Nieśmiertelnego. We współczesnym zglobalizowanym świecie oznaczają bezwzględną walkę o zdobycie pierwszej pozycji, a tym samym – wyeliminowanie przeciwników.
Tak jest, jak można zrozumieć, świecie serwisów społecznosciowych, stanowiących tą specyficzną odmianę serwisów Web 2.0, w których to nie treść tworzona przez użytkowników, ale sami użytkownicy są najcenniejszym towarem.
Mimo to ciagle przystępują do gry nowe zespoły, oddając nam do dyspozycji polskie wersje światowych serwisów społecznosciowych lub miejscowe ich mniej lub bardziej udane naśladownictwa. Ciekawsza wydaje się ta druga grupa, a w niej – projekty nastawione na użytkowników biznesowych. Mamy niekwestiowanego (jak na razie) lidera w postaci GoldenLine, mamy też Profeo, a niedawno z otchłani etapu niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika testów wyłania się Link2U.
Deklaracja zespołu budującego serwis przypomina klasyczne dzieło utopijne. Najpierw krytyka zastanego stanu rzeczy:
Chcieliśmy przyjaznego miejsca, a jednocześnie sprawnego narzędzia. Nie znaleźliśmy serwisu, który by spełnił nasze oczekiwania. A że lubimy eksperymentować… postanowiliśmy sami go stworzyć.
a później wskazówki co do naprawy tego stanu:
Dzięki Link2U jesteś na bieżąco z tym, co robią zawodowo robią Twoi znajomi, przyjaciele; rozwijasz kontakty – często te, które z racji zmian zawodowych „uciekają”; odkrywasz nowe, ciekawe znajomości – spotkasz tu ludzi aktywnych, twórczych, którym się chce i którzy potrafią; zasięgasz informacji o innych ludziach i sprawach zawodowych, istotnych dla Ciebie bądź grupy zawodowej, którą reprezentujesz; masz do dyspozycji funkcjonalności, jakich nie oferują inne serwisy tego typu.
A wreszcie zachęta do życia w nowym wspaniałym świecie:
Nie mamy nic do stracenia – stwórzmy nowe możliwości dla siebie i innych!
Nowy serwis społecznościowy, dziś na etapie publicznych testów, z nieco ponad trzema setkami użytkowników, deklaruje się jako “serwis internetowy, w ramach którego użytkownicy w aktywny sposób wymieniają informacje zawodowe”. Wiemy, jak skończył pozycjonujący się podobnie GoldenLine, choć…
Wracając do hasła z Highlandera: czy musi być tylko jeden? Wbrew pozorom nie. Na przykład Blip.pl, jak podkreślała dziś pewna moja znajoma, ma grupę docelową łączącą w sobie pasjonatów IT, specjalistów jak w GoldenLine a jednocześnie znane i twórcze postacie z blogosfery. A z blogosfery zgromadził jej całą różnorodność: tematyczną, osobistą i publicystyczną.
Ten – na pozór polegający na zabawie w opisywanie swej prywatnej rzeczywistości – serwis staje się w ten sposób ogromną siłą budowania opinii w polskim Internecie, z przerażającą wręcz szybkością rozchodzenia się informacji. Zupełnie inna koncepcja, trudno powiedzieć, na ile spodziewany efekt. Więc może nie tylko jeden…?
Nie tyle “może być” co jest i będzie :)