Koniec Internetu

26.08.2008

Internet jest przestrzenią bardzo specyficzną – nie ma początku ani końca. No chyba że…

Istnieje przecież strona internetowa The End of the Internet. „Gratulacje! To już ostatnia strona. Dziękuję za odwiedzenie końca Internetu. Tu nie ma już dalszych odnośników. Musisz teraz wyłączyć swój komputer i zająć się czymś produktywnym” – stwierdza jej twórca. I dodaje: „Albo poczytaj książkę, dla swego dobra”.

Koniec Internetu

Koniec Internetu

To całkiem sensowna rada, zwłaszcza dla osób łączącym się z Internetem po kilkanaście godzin dziennie. A początek i koniec Internetu są za każdym razem inne: to pierwsze i ostatnie miejsce odwiedzone w tej wirtualnej przestrzeni danego dnia, pierwszy i ostatni list elektroniczny przeczytany czy wysłany, pierwsza i ostatnia linijka rozmowy…

Słowem… nie będzie jednego końca tej historii.


SkyDrive z Windows Live

25.08.2008

SkyDrive to internetowy dysk – usługa udostępniająca miejsce na własne pliki. Jest jedną z usług pakietu Windows Live, gdzie obok chyba najbardziej znanej – poczty elektronicznej HotMail można także pisać bloga czy korzystać z wyszukiwarki lub personalizowanej strony wiadomości MSN. Microsoft stopniowo dodaje nowe usługi; SkyDrive jest jedną z najnowszych.

Pliki mogą być umieszczane w folderach: prywatnych, dostępnych dla wybranych użytkowników lub publicznych. Usługa proponuje użytkowników zapisanych na liście komunikatora internetowego MSN; można też dodać inne adresy poczty elektronicznej. Każdy z tych użytkowników może mieć prawa czytelnika – oglądać pliki ale bez możliwości ich zmiany lub redaktora – oglądać, dodawać, zmieniać i usuwać pliki. Można w ten sposób wspólnie pracować nad dokumentami czy pisać razem artykuły.

Można tworzyć całą strukturę folderów, jest to równie łatwe jak organizacja plików w Microsoft Windows. Każdy folder i każdy plik może mieć krótki opis. Znane typy plików mają miniaturowe ikony; co ciekawe nie ma ikony dla bardzo popularnych plików PDF.

Dostępne jest 5 GB, jeden wgrywany tam plik nie może mieć więcej niż 50 MB, co wyklucza filmy, ale nie wyklucza plików z muzyką i niezbyt długich teledysków. Sporo miejsca, na kopię zapasową ważnych dokumentów czy nawet kolekcji cyfrowych zdjęć.

Usługa SkyDrive jest bezpłatna; konieczne jest tylko posiadanie konta w Windows Live (na przykład w poczcie elektronicznej HotMail). Istnieje wiele podobnych internetowych dysków o nawet większej pojemności. Nie ma tu funkcji synchronizacji z plikami na lokalnym komputerze, dostępnej w podobnych usługach.

Wygodne jest zintegrowanie z całym pakietem Windows Live, który wydaje się być budowany jako przeciwwaga dla podobnego pakietu usług Google.


Na średniowiecznym bazarze

24.08.2008

“W średniowieczu szło się na bazar i wymieniało informacje, a teraz takim bazarem stała się blogosfera” – mówi Stanisław Janecki, redaktor naczelny tygodnika Wprost.

“Na razie na blogach politycznych są tylko wycinki z tego, co pojawia się w dziennikarskim obiegu. Nie widzę tam żadnej wiedzy tajemnej” – mówi o blogosferze politycznej Janecki. Jest bardzo krytyczny wobec blogów politycznych. Uważa że przyczyniają się do niebezpiecznego procesu, zastępowania dziennikarstwa żywego, terenowego, śledczego przez dziennikarstwo pisane zza biurka “które polega na mądrzeniu się”.

“Zwykle jednak dziennikarz spotyka się z ludźmi, rozmawia z nimi, uzyskuje informacje, które może później mniej lub bardziej udolnie syntetyzować. Mądrzenie się zza komputera bywa zabawne, budzi emocje, bo umożliwia wyrażanie ostrych, często niepoprawnych politycznie i nieestablishmentowych opinii, bez jakichś szczególnych zobowiązań, ale w dalszym ciągu są to tylko opinie – twierdzi Janecki.

Blogerzy mają też mniejsze niż dziennikarze mozliwości dochodzenia do prawdy, bo “zwyczajnie można im będzie odmówić rozmowy. Jeśli nie zmieni się prawo, postacie publiczne nie będą miały powodu tłumaczyć się ze swoich poczynań zwykłym obywatelom”.

“Cenię inteligencję i przenikliwość wielu blogerów, ale oni są zależni od informacji i ograniczeni przez sam charakter swojej działalności” – stwierdza Janecki. “Jednak większe nadzieje wiązałbym z czymś, co się w internecie nazywa dziennikarstwem obywatelskim: ktoś ma pasję, żeby coś rozszyfrować, ujawnić korupcję, zrobić jakiś barwny reportaż. To jest dla mnie cenniejsze niż samo blogowanie…”

Stanisław Janecki stwierdza, że blogerzy nie mogą dorównać dziennikarzom. Bo ci mają informacje z pierwszej ręki, pogłębione, żywe. Blogerzy skazani są na czerpanie z ich publikacji. Możliwość dłuższego przedstawienia czegoś w Internecie jest wadą, a nie zaletą: wypowiedzi polityków powinny być krótkie. Już lepsze jest dziennikarstwo obywatelskie.

Zgoda. Tylko że blogi polityczne nie są z reguły reportażem, a publicystyką – felietonem, komentarzem, próbą analizy. W blogach liczy się osobiste spojrzenie, też szybkość reakcji. Blogi nawiązują do zdarzeń, ale także do publikacji o nich i do siebie wzajemnie. Tak właśnie powstaje blogosfera, tu – blogosfera polityczna.

Blogerzy nie mają zastąpić dziennikarzy. Mają być ich uzupełnieniem, posługując się innym sposobem na wyrażanie opinii o polityce.

Źródło: Ze Stanisławem Janeckim rozmawia Marceli Sommer, Polscy blogerzy to tylko bazarowi plotkarze, Dziennik, 22 sierpnia 2008.


Blogi mają znaczenie

23.08.2008

Kataryna w notce W Dzienniku o blogach gorzko komentuje debatę w Dzienniku o wyższości blogów nad mediami.

Stwierdza, że blogosfera nie ma żadnego znaczenia. Nie sprawdza się, tam gdzie mogłaby coś zdziałać, czyli w patrzeniu na ręce dziennikarzom. “Nie dlatego, że nic nie umie wypatrzeć, z tym jest całkiem nieźle, problem w tym, że nikt się jej patrzeniem nie przejmuje. Powiedzmy sobie szczerze, polska blogosfera ma zerową skuteczność…” – pisze. “…nie możemy absolutnie nic, nasz wpływ na rzeczywistość, nawet na ten jej wąski wycinek jakim są media, jest żaden. W medialnej grze się nie liczymy…” Autorzy blogów nie są żadnym zagrożeniem dla dziennikarzy.

“Ja to się nawet przez jakiś czas łudziłam, że jak tak recenzujemy i wytykamy to – jeśli tylko będziemy mieć rację – dziennikarz tę rację rozważy i choćby po cichu uzna, a ta uznana racja się kiedyś tam przełoży na to co napisze następnym razem” – pisze Kataryna.

Nie sądzi też, by zmieniło się to w przyszłości: “I nie bardzo sobie wyobrażam co by się musiało stać, żeby blogosfera zaczęła się naprawdę liczyć. “

Blogów o polityce i blogów polityków jest na razie w Polsce mało i są mało znane (wyjątki jak blog Kataryny i blog Janusza Korwina-Mikke nie czynią tu wiosny). Istnieje spore zainteresowanie polityką w blogosferze, ale jest ono raczej rozproszone na pojedyncze notki na blogach czy blogi znane w wąskim kręgu znajomych. Trudno zbudować z tego opiniotwóczą się się.

Myślę jednak, że blogi będą się coraz bardziej liczyć w polityce, podobnie jak inne internetowe środki przekazu. Dorastają nowe pokolenia wychowane na Internecie i blogach, w tym także dziennikarze. Można mieć nadzieję, że uznają blogi za wartościowe źródła informacji i komentarza.


Elektroniczna wersja pisma

22.08.2008

„Zamiast gromadzić zakurzone numery, w których nigdy nic nie można znaleźć, w wydaniu internetowym pismo jest dostępne zawsze w całości i w dodatku może być (w zasadzie) bez przerwy aktualizowane. To zmieniło, oczywiście, system redagowania i reagowania” – stwierdza Beata Chmiel, redaktorka naczelna elektronicznej wersji miesięcznika Ex Libris.

Dostępność w całości i aktualizacja to ciągle nie do końca zrealizowane postulaty elektronicznego wydania pisma. Czasem jest to tylko kilka wybranych artykułów z danego numeru.

„Jednak edycja elektroniczna to przede wszystkim inny typ lektury. Internet wymaga od czytelnika dużo większej aktywności: on sam wybiera sposób czy – może należałoby powiedzieć – ścieżkę czytania. Ta aktywność czytelników dotyczy też reagowania na zamieszczane teksty. Dzięki temu pismo ma szansę być w większym stopniu współredagowane przez czytelników. Na tym bowiem polega fenomen tego typu komunikacji – ludzie ze sobą częściej rozmawiają, wymieniają uwagi” – zauważa Beata Chmiel.

Może nie tyle wymaga, co pozwala na większą aktywność? Z jednej strony można, a nawet powinno się zaproponować kilka ścieżek czytania. Z drugiej strony – dać możliwość nie tylko pisania listów do redakcji, ale i komentowania.

„Wadą wersji papierowej jest ograniczona objętość. Edycja internetowa umożliwia publikowanie dodatkowych materiałów, udostępnianie archiwów i różnorodnych indeksów, ułatwiających znalezienie informacji” – zauważa Beata Chmiel.

O ile indeksy (w rozumieniu książkowym) raczej nie są stosowane, to wyszukiwanie pełnotekstowe znakomicie ułatwia znalezienie informacji w kilku, a nawet kilkuset numerach archiwalnych. „Główny problem polega na selekcji informacji: jak znaleźć w tej olbrzymiej i ciągle rosnącej lawinie informacji te akurat, które są dla nas ciekawe.”

„Nie rozwinęły się jeszcze mechanizmy przenikania się różnych obiegów informacji czy opinii, publikacje internetowe nie docierają do wielu środowisk lub są przez nie ignorowane. To się na pewno zmieni, ale trzeba na to czasu, cierpliwości i uporu” – zauważa także Beata Chmiel.

To zmienia się, choć pewnie wolniej w przypadku środowisk humanistycznych niż technicznych.

Źródło: Z Beatą Chmiel, krytykiem literackim, redaktorką naczelną elektronicznej wersji miesięcznika Ex Libris rozmawia Jacek Borowski, Rozmowy o sieci – Internet w służbie kultury, Magazyn Internet, lipiec 1998.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.