“Wydawcy prasy zamierzają skończyć z kradzieżami ich artykułów przez serwisy internetowe. Pozwy szykują Infor Biznes, wydawca Gazety Prawnej, i Presspublica, wydawca Rzeczpospolitej i Parkietu. Roszczenia wobec portali sięgać mogą w sumie kilku milionów złotych” – pisze Gazeta Prawna. I dodaje: “Dziesiątki procesów sądowych i walka o milionowe odszkodowania – do takiej batalii z małymi, średnimi, ale i dużymi serwisami internetowymi, które, zdaniem wydawców prasy, kradną ich artykuły i inne treści, dojdzie w tym roku”.
Wydawcy uznali, że należy wspólnie wypracować kodeks wykorzystywania w sieci treści redakcyjnych. Niektórzy wydawcy pójdą krok dalej – będą dochodzić odszkodowań od niektórych serwisów na drodze sądowej. “Trzeba doprowadzić do kilku głośnych wygranych procesów. Myślę, że tylko w taki sposób można zacząć budować wśród wydawców internetowych świadomość, że ich działalność narusza interes prasy” – uważa Michał Prysłopski, dyrektor serwisu internetowego Rzeczpospolitej.
“Chcemy, aby wydawcy internetowi cytowali nasze materiały i zamieszczali do nich linki, dzięki czemu ruch w naszych serwisach będzie rósł. Ale nie może być tak, że ktoś bez żadnej zgody kopiuje cały tekst albo popełnia plagiat, zmieniając w publikowanych przez nas tekstach kilka słów i podając tekst jako własny. Wtedy nikt już do naszego serwisu nie trafi” – tłumaczy Dariusz Piekarski, wiceprezes Infor Biznes.
Wydawcy na całym świecie uważają, że kopiowanie ich tekstów przez liczne serwisy odbiera użytkowników ich stronom internetowym. Atakowali też z tego powodu Google News.
Jednym z pomysłów jest stworzenie organizacji zbiorowego zarządzania prawami, na wzór ZAiKS-u czy SPAV-u.
Problem kopiowania treści z internetowych wydań gazet, pism istniejących tylko w Internecie i innych serwisów informacyjnych istnieje, nie ma co ukrywać. Jest to nie tylko łamanie praw autorskich, ale także po prostu zaśmiecanie Internetu – nie można już być pewnym, skąd naprawdę tekst pochodzi, a niedoświadczeni użytkownicy sieci przyjmują za dobrą monetę wystąpienie go na pierwszej stronie odpowiedzi Google.
Wynika to z dwóch prostych przyczyn… Pierwsza to nieznajomość prawa autorskiego, wynikająca z tego, że wielu twórców zawartości chce publikować w Internecie, a niekoniecznie zdaje sobie sprawę z konsekwencji. Druga to chęć zarobienia na procederze przywłaszczania sobie treści, z całą świadomością skutków.
Do każdej z nich trzeba podejść inaczej: wymachiwanie prawną szabelką nad głową autora bloga interesującego się polityką międzynarodową czy strony fana jakiejś pięknej aktorki może ich wystraszyć, ale raczej nie zwróci wydawcom milionów złotych. Ukrócenie praktyk złego pozycjonowania i kopiowania treści – zdecydowanie bardziej.
Na ten sam temat pisze także Piotr Waglowski.
Źródło: Michał Fura, Roszczenia wobec portali sięgać mogą kilku milionów złotych, Gazeta Prawna, 19 stycznia 2009.
Wszystko fajnie… Gdyby jeszcze tylko gazety linkowały do małych serwisów i blogów, byłoby w ogóle luksusowo…